sobota, 30 maja 2015

Czekolada Nussbeisser

Każdy kiedyś był bądź nadal jest dzieckiem. Dzieciństwo kojarzy nam się z zabawą, wszelkimi zabawkami,a przede wszystkim ze słodyczami. Bowiem to właśnie wtedy poznajemy nowe smaki, które albo zaczynamy lubić, albo nienawidzić. Bardzo dawno  wiele lat temu i ja byłam w takiej sytuacji. Jadłam wszystko, co było słodkie i miało cudowny, kolorowy papierek. Tak więc narodziła się historia opisywanej dzisiaj przeze mnie czekolady.




Czekolada Nussbeisser 
Otwierając dość solidne opakowanie, ujrzymy 16 rzędów malutkich, jasnobrązowych kosteczek. Czekolada masowo wypełniona jest całymi orzechami laskowymi, które są po prostu bardzo smaczne. Nie zjełczałe, nie śmierdzące, nie wchodzące w zęby. Z pewnością bez nich nie czerpalibyśmy ogromnej przyjemności z jedzenia. Wróćmy jednak do czekolady. Ano jest ona delikatnie słodka, pyszna, wręcz idealna. Spokojnie można zjeść całą tabliczkę przed telewizorem tudzież przy porannej kawie. W moim przypadku nie było mowy o zasłodzeniu lub drapiącym uczuciu w gardle. Jedynym minusem czekolady jest znikoma zawartość masy kakaowej. Nie obraziłabym się, gdyby zamiast 32% było jej zdecydowanie więcej.


Niemiecki wyrób od lat jest nieustannym gościem w mojej szafce ze słodyczami. Nałogowo je go moja siostra (wbrew temu, co napisałam wyżej o poziomie słodkości, dziwię się, że nie ma cukrzycy).



Ocena: 10/10
Cena: ok. 4.5zł
Gdzie dostanę: niemieckie stoiska (np.targ)






piątek, 29 maja 2015

Wstęp, przedstawienie

Witam wszystkich czytających ten post, nawet tych, którzy mimo niechęci bądź pomyłki weszli na mojego bloga i marzą, żeby dorwać do końca.

Mam na imię Agnieszka. Blog nie dotyczy żadnego konkretnego aspektu. Założona został z pasji, z chęci do uwieczniania niektórych wspomnień z życia.

Kolejny wpis pojawi się już niebawem.